Choć chyba wszyscy lubimy być w związkach, być zgranym teamem, móc liczyć na siebie, otworzyć się przed sobą, tańczyć razem ten taniec dwóch energii – trudno zaprzeczyć, że ma to wszystko plusy – to jednak pojawiają się w naszym życiu i takie okresy, kiedy jesteśmy sami jak palec, i nie ma sensu tego blokować ani odrzucać, bo dzieje się to z jakiegoś powodu.

Zamiast szukać nieustannie nowego partnera albo wpadać w rozterki z powodu jego braku, masz szansę skorzystać z tego czasu tak, by stworzyć lepszą relację z samą sobą, a w nowy związek, kiedy się pojawi, wejść z większą równowagą i poczuciem kompletności.

Choć piszę ten tekst z perspektywy kobiety, to jeśli jesteś mężczyzną, też możesz conieco sobie poodwracać – część z tych rzeczy działa w obie strony. Inne niestety nie, ale przecież każda forma wiedzy o związkach, o dynamice relacji między dwójką ludzi, może przydać się obu stronom.

1. Druga osoba nie jest po to, żeby Cię uratować.

Niektóre kobiety myślą, że facet pojawia się w ich życiu, żeby mogły skakać mu po głowie i uruchomić wszystkie swoje rezerwy niepewności i lęku, a on to zniesie, zda wszystkie testy, udowodni, że mu zależy i w ten sposób nareszcie spełni ich marzenie z dziecięcych lat, że ktoś je pokocha bezwarunkowo.

Inne sądzą, że oto znalazł się ktoś, kto ułoży im życie, tak że one, delikatne ptaszyny, nie będą musiały już brać odpowiedzialności za siebie. Będą mogły sobie kwitnąć niczym kwiaty na łące, a on wszystko im ogarnie, niczym dobry tatuś.

Ale ten człowiek nie jest Twoim ojcem ani zbawicielem. On nie musi Ci nic udowadniać, a już zwłaszcza nie musi dbać gorączkowo o Twoje poczucie własnej wartości. On nie jest po to, żeby uzupełnić Twoje braki. A Ty nie jesteś księżniczką w wieży, czekającą na księcia.

Jasne, że jako mężczyzna jest bardziej aktywny i opiekuńczy, a jego towarzystwo będzie dla Ciebie wsparciem, ale nie da Ci nic więcej niż to, na co Ty sama sobie pozwolisz. Nie da Ci pracy marzeń, równowagi emocjonalnej, nie załatwi Ci “i żyli długo i szczęśliwie”. Bo Ty też musisz wnieść swoją część.

Samotność pozwala zająć się swoim życiem, bo dociera do Ciebie, że nikt poza Tobą nie kiwnie palcem w tej sprawie. A jeśli nawet – to życie stworzone dla Ciebie przez kogoś nie będzie przecież Twoje. Ktoś inny za Ciebie zdecyduje, co się w nim znajdzie. Serio tak chcesz? Jakiego życia właściwie sama byś chciała? Teraz masz szansę je stworzyć od A do Z.

Samotność daje Ci szansę pokochania swojego życia bez uzależniania się od innych. Jeśli sama wytrzymujesz ze sobą – jest szansa, że ktoś inny też wytrzyma :) I ten ktoś będzie miał kobietę spełnioną, a Ty nie będziesz do niego lgnęła niczym glonojad.

Nie będzie Ci go wiecznie mało, nie będziesz się schizować, bo on jeden dzień się nie odzywa albo wydaje się nieco odległy. Nie będziesz miała wobec niego całej listy wymagań, oczekiwań i uwag. Nie będziesz ciągle czuła się rozczarowana brakiem czytania w myślach. Słowem, nie będziesz robić tych wszystkich rzeczy, które zabijają bardzo dobre związki…

2. Ty też nikogo nie uratujesz – z wyjątkiem siebie samej.

Podobają Ci się bad boye? Twój ulubiony typ to ranny w bitwie wojownik, facet po przejściach, uszkodzony model, który przy Tobie w końcu znajdzie ukojenie? Chcesz rozwiązać jego problemy i zbawić jego rogatą duszę? Nie mam dobrych wieści…

Taka potrzeba uzdrawiania wynika z tego, że same mamy w sobie coś do uzdrowienia, a ściślej mówiąc często dokładnie to samo, co chcemy leczyć w innych. Wejdź o poziom głębiej i zobacz, jaka niezaspokojona potrzeba kryje się za tą potrzebą uzdrawiania. Bezpieczeństwa? Uwagi? Miłości? Co chcesz zyskać przez to, że go uratujesz?

To nie swojemu facetowi masz zmienić życie na lepsze, tylko sobie, kochana.
Wtedy ci wojownicy albo znikną z Twojej drogi, albo dopiero wtedy taki delikwent ma przy Tobie szansę na uzdrowienie… Samodzielne. Bez Twojej pomocy. Bez Twojego matkowania. Bez ciągłej walki i użerania się, bo niestety – ale chcesz pomóc na siłę. Jedynie z Twoją obecnością, miłością i akceptacją.

Mężczyzna nie chce być przez Ciebie ratowany, tylko kochany. On ma swoją misję przed sobą, w której Ty nie możesz wziąć udziału. Ani nie chcesz, bo nie chcesz odbierać mu jego męskiej, sprawczej energii, którą tak w nim lubisz. Czeka na Ciebie ważniejsza misja – uzdrowienie własnych ran. Podróż w głąb samej siebie, własnych potrzeb, marzeń, emocji. Znalezienie spokoju w swoim sercu, poznanie samej siebie i zaprzyjaźnienie się ze sobą.

Dopiero sama będąc wypełniona miłością i radością, możesz podzielić się nią z kim innym. Dopiero będąc w pełni przekonaną o tym, jak piękna i wartościowa jest Twoja energia, możesz podarować ją komuś, kto jest w stanie ją przyjąć i docenić.

3. Twoje emocje należą wyłącznie do Ciebie.

Może trudno przyjąć to do wiadomości, ale wszystkie emocje, jakie wzbudzają w nas inni ludzie, pochodzą z nas samych. To nie “on Cię zdenerwował”. To Ty się zdenerwowałaś! On pokazuje Ci to, co sama w sobie masz. I dobrze rozumiesz – on nie jest w stanie Cię zranić, jeśli Ty już w sobie tej rany nie miałaś wcześniej i sama nie weszłaś w rolę ofiary.

Zwłaszcza jeśli Wasza relacja budzi w Tobie bardzo silne emocje, to jest to wyraźny znak, że dotknęłaś swojej emocjonalnej rany z dzieciństwa i czas się nią zająć! Przerobienie tej lekcji zupełnie zmieni Twoje relacje z ludźmi, nie tylko mężczyznami.

Jeśli miałaś burzliwe, bolesne relacje, w których miłość i czułość przeplatały się z gniewem, agresją, rozpaczą i żalem, to jeśli nie uświadomisz sobie w pełni, że Twoje emocje są w Tobie i to Ty za nie odpowiadasz, ten schemat będzie się powtarzał, a Ty w końcu dojdziesz do wniosku, że związki nie są dla Ciebie i odbierzesz sobie szansę na spełnienie w tej materii.

Jednak nawet w stabilnych związkach zdarzają się kłótnie, kiedy partnerzy próbują zepchnąć na siebie wzajemnie odpowiedzialność, podczas kiedy zajęcie się każdy swoim kawałkiem może piorunem rozwiązać sprawę i dobrze wpłynąć na bliskość i solidarność w parze.

Choć praca z emocjami jest długim procesem pełnym potknięć, to warto pójść tą drogą, bo daje wolność i wewnątrzsterowność, o jakiej możesz tylko pomarzyć, szukając powodów swoich emocji na zewnątrz.

Samo uświadomienie sobie, że partner nie jest od tego, aby zajmować się Twoimi emocjami, może zupełnie zmienić energię w Twoich związkach. On może jedynie je zaakceptować. A Ty – możesz, i masz za zadanie zaakceptować to, że on też będzie miał emocje, i zrobić na nie miejsce. Co Ty na to?

4. Twój partner jest Twoim lustrem.

Czy Ci się to podoba, czy nie, postrzegamy innych ludzi przez własny pryzmat, podobnie jak i cały świat wokół nas – nie mamy innego wyjścia, wszystko przetwarzane jest przez nasz własny mózg, który kładzie na to filtr swoich doświadczeń i przekonań.

Dlatego zakochujemy się w ludziach, którzy mają w sobie coś “naszego”. Kojarzą nam się z nami samymi. Przeważnie mają nasze ciemne strony lub je uzupełniają. To patrzenie na własne odbicie najbardziej nas pociąga, a później będzie najbardziej nas bolało.

Twoja energia przyciąga Twoje plemię, w tym człowieka, który wejdzie z Tobą w romantyczną relację. Dlatego zamiast narzekać, że trafiają Ci się sami popaprańcy, popatrz, co czyni dla Ciebie takie osoby atrakcyjnymi. Co oni Ci pokazują? Czemu wciąż przerabiasz z nimi ten sam schemat?

W moim życiu nastąpił przełom, kiedy zorientowałam się, że wszystko, co widzę wokół siebie, sama sobie tworzę. Nawet, kiedy ktoś raczej pokazuje mi moje rany niż je koi, to jest to przecież dar dla mnie – wiedzieć, w którym miejscu muszę się sobą zająć. Nasi partnerzy są naszymi najwspanialszymi nauczycielami, i w dużych, i zupełnie małych sprawach.

To kolejny etap brania odpowiedzialności za siebie, swoje emocje i za energię, w jakiej idziesz przez życie. To zaproszenie do samopoznania, do autorefleksji, ale też do otwarcia się na to, co dobre i co chcemy do swojego życia zaprosić – bo zanim to pojawi się wokół nas, najpierw musimy to mieć w sobie.

To w końcu klucz do odczarowania różnych zaklętych kręgów i kolejny krok na drodze świadomej kreacji Twojego świata.

5. Jesteś całością pomarańczy, nie połówką.

Twoje życie miało się zacząć wraz ze znalezieniem partnera? Całe życie szukasz kogoś, kto wypełni puste miejsce przy Twoim boku? I założę się, że ta pustka jest coraz większa, bo za każdym razem okazuje się, że to jednak nie ten. Ale kiedy nikogo nie ma na horyzoncie, odczuwasz panikę, czujesz się niekompletna, widzisz przed sobą starość w samotności, blade usta, czarną żorżetę i dziewięć kotów.

Te wszystkie bajki, które są dziewczynkom opowiadane, by wcisnąć im kit, że będą dobre dopiero wtedy, kiedy ktoś je zechce i tym samym raczy potwierdzić ich wartość… Kocham stare bajki z dzieciństwa, ale powinny zawierać sprostowanie. Bo ja też dałam się swego czasu nabrać.

O ile fajniej jest wyobrazić sobie, że zamiast dwóch połówek, oto spotykają się dwie kompletne, dojrzałe pomarańcze, którym nic nie brakuje, z których nic nie wycieka, które nie potrzebują żadnego uzdrowienia ani uzupełnienia, żeby się dobrze czuć. Czy na tym poczuciu pełni nie budowałoby się sto razy lepiej, niż na braku?

Samotność jest Ci po to potrzebna, abyś odnalazła pełnię w sobie samej, i nie chodzi tu o samosiowatość w rodzaju “Nie potrzebuję nikogo, walcie się wszyscy, poradzę sobie sama, o!” Bo wtedy w głębi siebie jesteś wciąż zranioną dziewczynką, i to taką o zamkniętym serduszku. A zamykając się na ból, zamykasz się też na miłość.

Chodzi raczej o taki stan, w którym wiesz, że masz siebie w sobie na tyle dużo, że nie masz nic przeciwko, aby podzielić się sobą z kimś. I zobaczyć, co z tego wyjdzie – albo co nie wyjdzie. W obu przypadkach podejdziesz do tego z sercem i empatią. Jesteś gotowa podjąć ryzyko, bo wiesz, że w każdej chwili masz siebie i swoją wewnętrzną moc.

A to jest bardzo dużo, kochana, to jest cały świat :)

Previous Co wysyłasz, to wraca, czyli jak przyciągnąć szczęście, radość i miłość?
Next Sekretna alchemia kochania świata. Jak kochać ludzi?

14 Comments

  1. August 15, 2018
    Reply

    Bardzo zgrabnie i trafnie napisany artykuł. Cieszy me oko między innymi dlatego, że autorka potrafi wyjść ze swojej płci i spojrzeć na związki “męskim” okiem. Serdecznie pozdrawiam.

  2. August 16, 2018
    Reply

    Oj tak, masz rację, często szukamy ratunku w innych, wierzymy, że inni załatwią nasze kłopoty, rozwiążą problemy. Niestety, albo stety życie to ciągła walka o siebie, o lepszą wersję siebie

    • August 17, 2018
      Reply

      Wolę patrzeć na to jak na przygodę niż na walkę :)

  3. Catvondie
    August 17, 2018
    Reply

    Jak bym czytał Beatę Pawlikowską – naprawdę nic nowego….

    • August 17, 2018
      Reply

      Cóż powiedzieć… cieszę się, że już o tym wszystkim wiesz :) a porównanie z Beatą Pawlikowską uznam za komplement ;)

  4. Małgorzata
    August 17, 2018
    Reply

    Ten tekst jest o mnie, mam.prawie 49 lat i ciągle jestem taką niedopelniona osoba, i chyba jeszcze trochę czasu przede mną aby nauczyć i przywyknąć do siebie. Znaleźć wewnętrzny spokój i radość i.miłość do siebie.

  5. August 17, 2018
    Reply

    Lekcje świetnie podane :) Tylko dlaczego tylko w samotności! Myślę, że cały czas trzeba z nich korzystać, nie ważne jak w tym momencie wygląda nasz status związkowy. Poza tym, na tyle siebie znamy, na ile nas sprawdzono – jak pisałaś, druga osoba jest lustrem, a my czasem zwyczajnie tego lustra potrzebujemy, by się w nim przejrzeć i dostrzec rzeczy do poskładania.

    • August 17, 2018
      Reply

      Są to takie rzeczy, które każdy musi załatwić sam ze sobą, i może to taką samotność miałam na myśli :) Ale masz rację. Błędem byłoby powstrzymywać się przed byciem w relacji tylko dlatego, że może jeszcze nie dość mądrzy jesteśmy, bo raz, że doskonalić się można całe życie, dwa – tak jak piszesz lustro w postaci partnera czasem jest bardzo cenne i niezłego potrafi dać kopa do rozwoju…

  6. Natalia
    August 18, 2018
    Reply

    Jak to się stało, że obserwując Cię długo na instagramie, dopiero teraz zajrzałam na blog?! Dziękuję za ten wpis. Idealnie w punkt i w czas.

    • September 3, 2018
      Reply

      Dzięki! Witam Cię :)

  7. Małgorzata
    August 19, 2018
    Reply

    Zapytam jeszcze jak uleczyć w sobie te wewnętrzne rany, które nas cały czas bolą. Czy poszukac psychologa, który może mi pomóc, dlaczego, co , i jak sobie z tym poradzić

    • September 3, 2018
      Reply

      Małgosiu, tak, szczególnie polecam Ci takiego psychologa który pokaże Ci jak pracować z podświadomością, wewnętrznym dzieckiem, ja mam też dobre doświadczenia z psychologią procesu. Odpowiednia osoba naprawdę jest w stanie bardzo pomóc, więc jeśli o tym myślisz to ja tylko mogę Ci odpowiedzieć że warto, wiem po sobie :) Mnie osobiście pomogło też zwrócenie się w kierunku duchowości, i nie mówię tu o religii. Wszystkie odpowiedzi są w NAS, tylko trzeba znaleźć sposób, osobę lub metodę która pomoże je znaleźć… warto próbować!

  8. August 26, 2018
    Reply

    Bardzo mądry wpis – to bardzo ważne i prawdziwe mądrości, których nauczenie się zajęło mi trochę czasu. Obecnie chyba przerabiam punkt numer cztery i powolutku zmieniam to, co tworzę wokół siebie. Niesamowite, jak to, co kobiety często stosują w związkach, by nakłonić do czegoś partnera – narzekanie, robienie z siebie ofiary – przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. A wystarczy ofiarować miłość, zrozumienie, czas i ciepło, by dostać to samo. Zadbać o siebie by widzieć partnera, który również potrafi się o siebie zatroszczyć. :) Coś wspaniałego!

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *