Trzy książki, które zmieniły moje życie


W życiu każdego z nas przychodzi taki moment, kiedy chcemy przeczytać jakąś mądrą książkę…

(No dobra, nie każdego. W życiu statystycznego Polaka taki moment nigdy nie przychodzi, ale uznajmy proszę, że ja i ty mamy zaszczyt należeć do zawyżającej czytelniczą średnią elity i nie wracajmy już do tego.)

W każdym razie kiedy już tak człowieka najdzie, to chciałby czegoś może się dowiedzieć. Coś przemyśleć, nad czymś się zadumać na chwilę. Albo przynajmniej zyskać nową perspektywę. W końcu chyba jacyś mądrzy ludzie piszą te książki, może mogą nas chociaż trochę nakierować. Ale od czego tu zacząć? I na czym skończyć?

Dostaję od Was czasem wiadomości z pytaniem o książki, które polecam w temacie tak zwanego “rozwoju duchowego” (nie lubię tego określenia) albo “wewnętrznego” (jeszcze bardziej nie lubię. Jak można rozwijać się wewnętrznie? Wyhodować sobie nowy metr jelita czy jak? Wewnętrznie jesteś już całością i na swój sposób doskonałością, a cała filozofia w tym, żeby to odkryć. No, ale rozumiem – jakoś trzeba to nazwać.)

Postanowiłam przedstawić Wam trzy książki, które NAPRAWDĘ mi się przydały i, pomijając już tę oczywistość, że doświadczenie i praktyka dadzą ci więcej, niż siedzenie i pochłanianie kolejnych książek, to te akurat naprawdę COŚ mi dały. Tak więc warto je poznać, choćby po to, żeby później mieć o czym rozmawiać z kolegami filozofami i mistykami, bo te lektury to swego rodzaju klasyki gatunku.

Anthony de Mello – Przebudzenie

To książka, od której bardzo często “się zaczyna”. Spotkałam już kilka osób, które zainteresowały się tematem duchowości i świadomości właśnie od “Przebudzenia”. Nic dziwnego, bo książka jest łatwo przyswajalna, pełna wyrazistych przypowieści (i brodatych dowcipów), aczkolwiek jej lektura za pierwszym razem, około 10 lat temu, nie należała dla mnie do najprzyjemniejszych. Nie jest lekko być wyrywaną z komfortowego snu, w którym jesteś przekonany, że życie jest jakieś, a nagle sobie uświadamiasz, że JEST ZUPEŁNIE INACZEJ i przez całe dotychczasowe życie byłeś pogrążony we śnie. Chciałoby się spać dalej, ale wiesz jak to jest – niedziela siódma rano, mógłbyś jeszcze pospać, ale odebrałeś taki telefon, że w życiu już nie zaśniesz, nie ma innej rady, jak wstać i… iść.

Anthony de Mello był jezuitą i w swoich wypowiedziach nawiązywał do wiary chrześcijańskiej, ale jego dzieła zostały oficjalnie zakazane przez Kościół, gdyż za bardzo odbiegały od ogólnie uznanych dogmatów, wzywając do poszukiwań wewnętrznych i przekonując, że duchowość jest czymś, co można odkrywać na własną rękę, bez pośredników. (Kto mnie zna, ten wie, że nie ma dla mnie lepszej rekomendacji!) “Przebudzenie” jest zbiorem jego kazań. Można się z nimi nie zgadzać, polemizować, upierać się, że tym razem to już przesada, odrzucać je i się na nie obrażać, ale jeśli zaczniesz wnikać, poszukiwać, obserwować świat, na którym żyjemy, to za kilka lat weźmiesz ponownie do ręki tę książkę i z zaskoczeniem, czytając ją jakby po raz pierwszy, stwierdzisz, że koleś miał rację.

A czyta się dobrze, tym bardziej, że nie są to jakieś bardzo zaawansowane tematy dotyczące struktury wszechświata, fizyki kwantowej i planów astralnych; te teksty dotyczą najprostszych ludzkich spraw, emocji, relacji i – przede wszystkim – świadomości. Są to tak podstawowe kwestie, że czasem ich nie dostrzegamy, mając je pod samym nosem, zajęci dzieleniem włosa na czworo i dywagowaniem nad tym, ile diabłów zmieści się na czubku szpilki.

Nawet więc, jeśli jesteś już takim wymiataczem, że zamiast z koleżankami umawiasz się na pogaduchy z duchami własnych poprzednich wcieleń, a ayahuascę pijesz zamiast porannej kawy, być może nie zaszkodzi ci zimny poranny prysznic w postaci tej przemiłej lektury ;)

Jeśli zaś nie masz pojęcia, o czym mówię, ale chciałbyś, żeby życie w końcu przestało przeciekać ci przez palce i nareszcie ujawniło przed tobą swoje bogactwo, pełnię i doskonałość w niedoskonałości, to daj sobie szansę i poznaj de Mello, razem z jego genialnymi cytatami, mądrościami na każdą okazję i bezlitosnym ściąganiem zasłony z oczu. Pobudka! Zanim umrzesz, upewnij się, że żyłeś naprawdę.

Chcesz przeczytać? Zamów tę książkę w moim słonecznym sklepie.
blur-old-antique-book

Eckhart Tolle – Potęga teraźniejszości

Mistrzowie uważności mówią, żeby żyć tu i teraz, ale co to właściwie znaczy? I dlaczego jest to aż tak ważne? Jeśli starasz się być obecny we własnym życiu i żyć świadomie, ale nie znasz jeszcze “Potęgi teraźniejszości”, to najwyższy czas nadrobić tę zaległość. Okrzyknięta “Biblią mindfulnessu”, przedstawiająca prosty, skuteczny i dostępny dla każdego sposób na spokój ducha, książka ta będzie kropką nad i w twoim zrozumieniu samego siebie, kulminacją twoich poszukiwań drogi do wewnętrznej wolności.

Mówię serio – jestem pod nieziemskim jej wrażeniem i sama nie wiem, czemu tyle czasu zwlekałam z jej lekturą. Jednak, jak to bywa, wzięłam się za nią w najlepszym możliwym momencie. Czytałam ją w hardcorowych, przytłaczających Indiach. Na bieżąco miałam okazję wcielać zawarte tam rady w życie, razem z nią pod bezlitosnym indyjskim słońcem uczyłam się akceptacji wszystkiego, co do mnie przychodzi, poszukiwania poczucia bezpieczeństwa wewnątrz, a nie na zewnątrz. I wiecie co, to działa, naprawdę działa. Niby wcześniej też nie byłam wcale taka zielona w temacie, ale po tej książce nic już nie będzie takie samo. Lekcje w niej zawarte pozostaną ze mną na mojej dalszej drodze, bo przyniosły mi bezcenny dar, którego każdemu z Was życzę.

Zwykły człowiek o nazwisku Eckhart Tolle żył, tak jak i my wszyscy, trapiony przez zmartwienia i niepokoje, niejednokrotnie znajdował się na granicy depresji, a nawet zdarzało mu zmagać się z myślami samobójczymi. Któregoś dnia nie mógł już po prostu ze sobą wytrzymać. Doprowadziło go to do przełomu, którego efektem była nagła i całkowita zmiana stylu życia. Ból istnienia nareszcie ustąpił, a pojawiła się błogość, zaufanie i radość życia, taka, o jakiej wszyscy w skrytości ducha marzymy. Eckhart został mistykiem i nauczycielem duchowym. My nie musimy iść aż tak daleko, choć nie wiadomo, co się może zdarzyć, kiedy zdecydujesz się nie tylko zaglądać przez dziurkę od klucza do krainy szczęśliwości, ale wejść do środka.

Ja również wiem, jak to jest, kiedy pojawiają się rzeczy, od których nie można już odwrócić wzroku i które zdolne są kompletnie przetransformować nasze życie. Choć brzmi to może enigmatycznie, nic na tym świecie nie jest takie, jakim się wydaje. Jeśli przenikniesz te pozory, to już nic nie będzie w stanie tobą zachwiać. Odkrycie w sobie nieskończonej Świadomości tworzącej wszystko, co nas otacza, okazuje się dostępne, a nawet wskazane, dla każdego z nas. Naprawdę gorąco namawiam Was do dostąpienia zaszczytu poznania tej tajemnicy.

Ta książka również jest dostępna w moim sklepie.

pexels-photo(1)

Clarissa Pinkola Estés – Biegnąca z wilkami

Z czym kojarzy się kobiecość przeciętnej zapytanej na ulicy osobie? A tobie? W czasach, w których atrybuty kobiecości są właściwie tylko przeszkodą w wyścigu z mężczyznami po sukcesy w ich świecie, mało która z nas zadaje sobie pytanie o sens naszej natury, o to, w czym tkwi nasza autentyczna siła i jakie jest nasze prawdziwe przeznaczenie. Pewnie dlatego, że od pokoleń nie mamy do tej naszej siły dostępu. Nie wiemy nawet o jej istnieniu. Zostałyśmy udomowione i ucywilizowane, nasz wewnętrzny ogień został ugaszony, a nasza duchowa rola w świecie przez całe życie pozostaje dla nas nieznana.

“Biegnąca z wilkami” omija rozgadany umysł i przemawia wprost do serca kobiety, wskazuje drogę do najgłębszego sedna jej istoty, w którym wszystko wciąż zaczyna się i kończy, wraz z kolejnymi cyklami Życia, Śmierci i Życia, na których opiera się wszelkie istnienie. To jedna z tych książek, po których przeczytaniu w głowie tłucze ci się myśl: “Dlaczego nikt mi tego wcześniej nie powiedział??” To podróż powrotna do dzikiej, nieskrępowanej kobiecości, intuicyjnej mądrości, niewyczerpanych źródeł kreatywności, głębokiego zrozumienia zarówno tego, co na powierzchni rzeczywistości, jak i tego, co pod powierzchnią. W każdej z nas mieszka wilczyca, czarownica, Dzika Kobieta. Bywa ukryta pod wieloma warstwami dobrego wychowania, konwenansów, wstydu i lęku, ale JEST, gotowa, by żyć życiem spełnionym, biegać, tańczyć, śpiewać, tworzyć, walczyć o swoje i z całego serca kochać, a ty możesz ją poznać, jeśli tylko odważysz się pójść własną drogą.

W książce tej nie znajdziecie naukowych teorii i fachowych określeń, znanych z publikacji odwołujących się do sfery intelektualnej. By ją zrozumieć, trzeba powrócić do języka emocji i intuicji. Autorka – poetka, psychoanalityk i cantadora – specjalistka od tradycyjnych latynoskich opowieści ludowych – snuje dla nas opowieść przypominającą pradawną baśń pełną symboli, ukrytych znaczeń i metafor. Dociera do tej części nas, o której nawet nie wiedziałyśmy, budzi ją i przywołuje rozdzierającą tęsknotę za tym, co wydawałyśmy się znać od zawsze i dawno o tym zapomniałyśmy.

Jednocześnie jej opowieści są pełne konkretów i wskazówek, wyczerpująco omawiają poszczególne etapy w życiu kobiety i doświadczenia, z jakimi przychodzi jej się zmierzyć, a niejednokrotnie surowo potrząsają nami, zdecydowanym ruchem rozwiewając nasze złudzenia i raz na zawsze budząc ze snu na jawie. To nie są żadne ciepłe kluchy, żadne bajeczki do poduszki. Mamy do czynienia z mądrą nauczycielką, która podchodzi do nas poważnie i z szacunkiem, ale w zamian oczekuje, że my też podejmiemy pewien wysiłek we własnej sprawie.

Magia tej książki polega na tym, że właściwie można wziąć ją do ręki, przeczytać jeden rozdział, znaleźć w nim wskazówkę do natychmiastowego użycia, po czym odłożyć ją na półkę i wrócić do niej po miesiącu. Czytałam ją w ten sposób dobrych kilka lat. Niektóre rozdziały rozumiałam zupełnie inaczej w zależności od miejsca w życiu, w którym się znajdowałam. Zdarzało mi się otworzyć książkę i zobaczyć w którymś zdaniu ujętą wprost odpowiedź na niezadane przeze mnie pytanie; odpowiedź, która przeważnie zupełnie mi się nie podobała, bo tak bardzo nie dało się ukryć, jak boleśnie prawdziwa ona jest. I jak bardzo nie da się uniknąć wcielenia jej w życie, chyba, że chcę zostać żywcem pogrzebana w skorupie ograniczeń, które sama sobie narzuciłam.

Tutaj możesz zamówić tę książkę. Polecam!

Zaskakująca konkluzja na koniec:


Oczywiście to nie książki zmieniają życie. Ty to robisz.

Poza tym życie przez cały czas zmienia się samo, a ty możesz – do pewnego stopnia – płynąć za tym lub nie.

Ale o ile wiele jest na rynku poradników, których przeczytanie da ci tyle, że dowiesz się rzeczy, które już sam dawno wiedziałeś i spędzisz trochę czasu, czując się mądry i rozwinięty, że ach och… to te trzy przynajmniej, nie owijając w bawełnę, robią różnicę.

Nadają kierunek, wzbudzają refleksję. Rozjaśniają to i owo lub sprawiają, że sam zaczynasz sobie coś rozjaśniać.

Ostateczny ruch i tak należy do Ciebie.

A Ty? Zastanów się przez moment… Jakie trzy książki wywarły na Ciebie największy wpływ?

Previous Przytul drzewo! Praktyka uważności + konkurs
Next Do mężczyzny z mojego wszechświata
  • Od jakiegoś czasu jestem na rozdrożu, szukam swojej nowej drogi, swojego nowego sposobu na życie i takich właśnie książek, które otworzą w mojej głowie kolejne drzwi, poluzują kolejną klepkę i pozwolą poszerzyć własne horyzonty. Na pewno sięgnę po wszystkie. O drugiej słyszałam jakiś czas temu, “Biegnącą z wilkami” dostałam w prezencie dobrych kilka lat temu, ale to nie był nasz czas i podałam ją dalej. Na szczęście znowu trafiła w moje ręce i tym razem chętnie po nią sięgnę. O “Przebudzeniu” nie slyszałam nigdy, ale już jej szukam! Dziękuję za te polecenia! :)

  • ja żadnej z tych wyżej wymienionych nie czytałem… w ogóle chyba nie czytałem knigi, którą mógłbym określić, że zmieniła moje życie

    • Cóż… nie ma w końcu takiego obowiązku :) Każdy ma inaczej i to jest fajne.

  • Magdalena Hoffmann

    “Potęgę teraźniejszości” mam, ale jakoś nie mogę się za nią zabrać, bo póki co jestem w trakcie “Siły serca”. I szczerze mówiąc nie jestem w stanie wiele na temat tej książki powiedzieć. Za mało chyba we mnie dyscypliny, żeby wcielić w życie wszystkie rady w niej zawarte, dotyczące między innymi “oddychania sercem” czy medytacji. Może jestem zbyt leniwa, ale kiedy wracam po 11h pracy w sklepie nic mi się nie chce. Studiuję i dorabiam weekendami i mimo, że cieszę się z dodatkowego źródła zarobku to coraz bardziej mi się nie chce. Zadziwia mnie to, że jeszcze w trakcie szkoły średniej, mimo że nie miało się za dużo pieniędzy, było się szczęśliwszym. A teraz? Jestem w miarę samodzielna finansowo, ale mam niewiele czasu na odpoczynek/rozrywki, a jak mam czas to jestem zbyt zmęczona. I chyba nie lubię za bardzo swojej pracy. Właściwie to nie wiem do końca co lubię. Nie umiem znaleźć swojej drogi, nie wiem czego właściwie od życia chcę. Dobija mnie to i często przez to narzekam. I zawsze wybiegam myślami w przyszłość, zamartwiając się na zapas. “A jak to będzie, jeśli mi nie wyjdzie?”, “A co jeśli popełnię błąd?”. Chyba rzeczywiście przydałoby mi się przeczytanie “Potęgi teraźniejszości”.

    • “Siłę serca” kupiłam po wielu recenzjach i teraz żałuję. Bardzo rzadko zdarza mi się nie przeczytać książki do końca – zawsze daję książce szansę, do ostatniej strony ;) ale ta… hmm, coś z nią jest, że sprawia, że nie mam ochoty do niej wracać.

      • Magdalena Hoffmann

        O to mamy podobnie. Ja nie dobrnęłam nawet do połowy i chyba rzeczywiście to były pieniądze wyrzucone w błoto…

  • Na mnie największy wpływ miała chyba książka “Motivation manifesto”. Wywalała ona na mnie tak duży wpływ, że po jej przeczytaniu i zachęcie autora rozpocząłem przygodę z blagowaniem. Nieźle, co? :)
    Dawid

    • Wiem jak to jest, u mnie taką motywacją była “Droga artysty” Julii Cameron :)

  • Pierwszą książkę czytałam i też jestem pod wrażeniem

  • “Biegnącą z wilkami” czytam przez całe życie. O De Mello zapomniałam, ale wrócę, pamiętam, że zrobił na mnie ogromne wrażenie. Dziękuję za rekomendację Tollego – sięgnę po niego w najbliższym czasie. Na mojej krótkiej liście książek zmieniających życie znalazłaby się jeszcze “Droga Artysty” Julii Cameron, (o rozwijaniu twórczego potencjału), bardzo często do niej wracam i książki Alexandra Lowena (nie potrafię wybrać konkretnej) – otworzył mi oczy na psychosomatykę, mądrość i potrzeby ciała.Wiele książek podczas czytania robiło na mnie piorunujące wrażenie, ale naprawdę niewiele mądrości potrafiłam wprowadzić we własne życie – dlatego bardzo cenię sobie rekomendacje “działających” książek. Pozdrawiam!

    • O Drodze Artysty muszę kiedyś napisać, bo to jedna z tych książek przy których spędziłam chyba najmilsze chwile w życiu, pod jej wpływem zaczęłam między innymi pisać tego bloga :) Lowen też zrobił wrażenie na mnie, przypomniałaś mi, że mam jeszcze jedną jego książkę, która czeka na przeczytanie.. i czeka.. i chyba się doczeka w końcu :)

  • Zadnej nie czytalam. Fajnie, bedzie co poczytac

  • acid2b3

    Z owych trzech czytałam tylko “Potęgę teraźniejszości”. To książka,po której nic już nie jest takie samo. Nawet zdarzyło mi się płakać przy jednym z rozdziałów :) Totalne katharsis i poukładane życia na nowo . Czytałam też później inne pozycje Eckharta, ale powtarza to co w “Potędze…..” Teraz czasem wpadam do niego na YouTube:)

  • Czy Ciebie to dziwi, że czytamy i cenimy te same kiążki, Dotee? Bo mnie jakoś nie ;)

    • Wcale mnie to nie dziwi :) A co mi jeszcze polecisz? Bo wiem z góry, że mi się spodoba ;)

      • “Królowa i dzika kobieta” miała na mnie chyba największy wpływ. Ale niestety dziś jest już prawie nie do kupienia. Za to polecam książki Reginy Brett i Cheryl Strayed. Cudowne kobiety, można się nimi nieustannie inspirować!

  • Za Tollego miałam kiedyś się wziąć… i zapomniałam!

    Powiem Ci, że wszystkie trzy wpisuję na listę następnych zakupów książkowych – jeszcze w lipcu na pewno będę u mnie. Byle długo nie leżakowały… ostatnio coś mam krucho z czasem, albo czas ma krucho ze mną hehe ;)

  • aybige

    Tyle jest do odkrycia, a czasem tak trudno się w tym odnaleźć. Dużo, dużo nurtów filozoficznych, wiem trochę o chrześcijaństwie (różnych wyznań), o islamie, o religiach dharmicznych tak ogólnie, ale chyba mi potrzeba najpierw spojrzeć na rzeczywistość taką, jaka jest i się skoncentrować, żeby móc iść dalej. Zatrzymać się, odetchnąć, otworzyć umysł i oczyścić myśli z oczekiwań i złych osądów. “Potęga teraźniejszości” wygląda zachęcająco, dziękuję za polecenie. :)

    • Wszystkie religie opisują tak naprawdę na różne sposoby to samo. A żadna nie robi tego dobrze, bo słowa okaleczają sens. W tym temacie im mniej myślenia, a więcej odczuwania, tym lepiej :)

  • Wszystkie trzy mam na swojej liście “koniecznie przeczytać” i “chcę na własność”, ale jakoś jeszcze nie miałam ku temu okazji, niestety…za dużo książek, za mało czasu!
    Moje życie swego czasu zmieniły książki Pawlikowskiej, choć dzis już za nią nie przepadam i jestem raczej przeciwniczką, ale wciąż doceniam to, iż wtedy dała mi nadzieję na lepszy czas.
    Na pewno pierwsze książki jakie czytałam, zmieniły moje życie. Heidi, Polyanna, Ania z Zielonego Wzgórza…dzięki nim pokochałam czytanie :)

  • Każda z nich jest na swój sposób ciekawa i coś mnie do niej przyciąga. Najbardziej jednak bliska jest mi pozycja trzecia. Wydaje mi się, że prędzej czy później trafi w moje ręce.:)

  • A ja nie znam żadnej z tych książek… Dla mnie top 3 to ‘bogaty ojciec, biedny ojciec’, ‘potęga podświadomości’ i ‘zjedz tę żabę’… Zupełnie inna tematyka. :)

  • O “Biegnącej z wilkami” już tyle słyszałam, że w końcu zamówię sobie egzemplarz. “Potęgi teraźniejszości” nie znam, a do “Przebudzenia” wracam od czasu do czasu.

  • “nic na tym świecie nie jest takie, jakim się wydaje.” Ty to już wiesz z punktu widzenia joginki? Osoby zafascynowanej filozofią wschodu? (nie jestem zupełnie pewna co do Twoich przekonań dlatego stawiam znaki zapytania) Ja z kolei też to wiem z punktu widzenia osoby chodzącej z Bogiem. Dokładnie tak! :) Gdyby tylko każdy chciał w to uwierzyć!

    • Nie jestem zafascynowana żadną konkretną filozofią, a duchowością jako taką… ona nie zna podziałów na wschód i zachód :) I to nie jest kwestia wiary, jest to jak najbardziej doświadczalne – wiesz pewnie o czym mówię. Ale każdy ma swoją drogę i tak poza tym nie ma kogoś takiego jak “każdy”… koniec końców ten świat jest tylko szaloną przygodą, pozwólmy mu być takim, jaki jest :)

  • Biegnącą z Wilkami mam na swojej liście, Przebudzenie i wezwanie do miłości posiadam w swojej biblioteczce <3 Czas do tego wrócić!

  • Edyta Piotrowska

    Spisuję wszystkie tytuły z posta i komentarzy, dzięki! Moją przełomową był “Dar orła” C.Castanedy. Później doczytałam, że to 6 z 10 części cyklu:) Teraz nadrabiam pozostałe, zaraz zaczynam “Drugi krąg mocy”. Pozdrawiam:)