10 użytecznych nawyków, które pomogą ci zwolnić tempo


Ostatnio tak sobie myślałam – jak ja to robię, że udaje mi się prowadzić to moje życie zgodnie z nurtem slow life (przez jakiś czas nie wiedziałam nawet, że to się tak nazywa), choć czasu w ciągu doby mam przecież tyle samo, co każdy? Czy lenię się i pozwalam życiu przeciekać przez palce? Czy zaprzepaszczam swoje życiowe szanse i brak mi życiowego celu? Nie, po prostu mam pewne priorytety i określone codzienne zwyczaje.

W dowolnej kolejności, wszystkie jednakowo ważne – przed Wami lista dziesięciu prostych nawyków, dzięki którym życie staje się bardziej soczyste i zyskuje swój wyjątkowy rytm. Ciekawa jestem, czy wszystkie znaliście!

1. Celebrowanie poranków

Co rano wszystko na swój sposób zaczyna się od początku, każdy dzień jest wtedy jak czysta, niezapisana karta, więc niech pierwsze słowa, które na niej napiszemy, będą pozytywne. Jest wtedy większa szansa, że i kolejne takie będą.

Pisałam już tutaj o tym, jak dobrze zacząć dzień, ale to jest jeszcze prostsze – po prostu pomyśl dobrze o tym wszystkim, co cię czeka, o rzeczach które zrobisz, ludziach których spotkasz. A w te dni, kiedy masz od rana trochę czasu, nie rzucaj się od razu w wir obowiązków. Podarujcie sobie chwilę luzu. Życie jest już samo w sobie krótkie i szybko mija, nie trzeba go jeszcze przyspieszać.

Uwielbiam w weekend robić ciepłe śniadanie, długo siedzieć przy kuchennym stole w promieniach porannego słońca i cieszyć się, że mam do dyspozycji cały nowy dzień.

2. Pielęgnowanie własnych rytuałów

Codzienność jaka jest, każdy widzi. Najczęściej jest w niej pewna powtarzalność, nawet rutyna. Kojarzy nam się to z nudą, prawda? Życie zamienia się w jakiś przykry obowiązek, co gorsza wykonywany na automatycznym pilocie. Później zaczyna nam się wydawać, że do szczęścia potrzeba nam jakichś fajerwerków, nie wiadomo jakich przygód lub co najmniej solidnego melanżu.

A może wystarczy umilić sobie codzienność? Na przykład włączając do codziennego rozkładu dnia małe przyjemne rytuały, które uczynią go bardziej “naszym”.

Ja przed nakładaniem makijażu robię codziennie jogę twarzy, która daje mi miłe poczucie, że robię dla siebie coś dobrego. Kiedy mam taki dzień, że jestem sama w domu – najczęściej zaczynam od włączenia jakiejś radosnej, dynamicznej muzyki i potańczenia choćby piętnaście minut, dzięki czemu krew w moich żyłach zaczyna szybciej krążyć. Natomiast wieczorami uwielbiam odprężyć się w towarzystwie mojego Wojny, zapalić świece, napić się wina albo rooibosa z imbirem i trochę pogawędzić.

A jakie mogą być twoje rytuały?

3. Spacer jako forma codziennej aktywności

Lubisz kontakt z naturą? W blokach z betonu nie mamy z nią za wiele do czynienia. Czasem na osiedlu nie ma ani jednego porządnego parku. Warto jednak wyjść naturze naprzeciw i codziennie iść trochę się dotlenić.

Raz, że trochę się poruszasz, kręgosłup odpocznie od siedzącego trybu życia, a nie wymaga to tyle czasu i wysiłku, co sesja na siłowni czy fitnessie.

Dwa, że to okazja do złapania oddechu. Zarówno dla umysłu, który uspokaja się wśród zieleni, jak i dla spragnionych prawdziwego powietrza płuc. Małe dzieci codziennie są wożone w wózkach na spacery dla dotlenienia. Dlaczego zaniedbujemy to jako dorośli? Czy może już nie musimy oddychać?

No i cały ten kontakt z naturą – z nieugiętym życiem, które w tej samej formie pulsuje w drzewach i w nas, oddychającą matką Ziemią, której jesteśmy częścią, nieważne jak bardzo się od tego będziemy odcinać – dla mnie to podstawa życiowej równwowagi. Dlatego polecam wybrać jednak skwerek czy park (a najlepiej LAS!), a nie środek ruchliwej ulicy, gdzie możemy ewentualnie stać się częścią przejeżdżającej ciężarówki, jak nie będziemy uważać.

4. Pięciominutowa medytacja

Usiądź w ciszy lub przy delikatnej muzyce, zamknij oczy i oddychaj. To wszystko. Możesz koncentrować się na oddechu lub na tym, co czuje twoje ciało. Możesz też nie myśleć kompletnie o niczym i pozwalać, by myśli pojawiały się i znikały. Możesz pogłębić oddech, chociaż nie musisz. Możesz powiedzieć w myślach mantrę, afirmację albo jakąś modlitwę. Cokolwiek się wydarzy – jest w porządku.

To sposób na reset w ciągu dnia. Emocje opadają, zmniejsza się napięcie, pojawia się błogi dystans. To naprawdę działa i do tego jest przyjemne. Nawet pięć minut dziennie to już coś, choć oczywiście jeśli masz ochotę poświęcić na takie wyciszenie więcej czasu – to jeszcze lepiej! Możesz robić sobie takie krótkie przerwy, kiedy tylko znajdziesz chwilę, i dzięki temu przechodzić przez dzień z większą radością i spokojem.

Temat jest przeze mnie intensywnie zgłębiany i być może w przyszłości na blogu pojawi się więcej materiałów związanych z medytacją.

5. Praktykowanie życzliwości

Wiesz, jak najłatwiej sprawić, żeby świat nam sprzyjał? Sprzyjać światu! Bądź życzliwy wobec kolegi z pracy i przechodnia na ulicy, który pyta cię o godzinę, a nawet wobec tego sąsiada, który zawsze parkuje tak, że nie możesz wyjechać.

Dzięki przyjaznemu nastawieniu nie musisz wiecznie walczyć ze światem, po prostu bierzesz go takim, jaki jest, a on szybko zaczyna z tobą współpracować. To dlatego, że życie jest bardzo subiektywnym doświadczeniem i wszystkie spotykające nas wydarzenia są filtrowane przez naszą percepcję, a ta zależy od nastawienia. Dlatego dostajemy zawsze więcej tego, co sami uważamy o świecie.

Dodam, że życzliwość to nie to samo, co naiwność i sztuczne bycie miłym. Sztuczność rodzi sztuczność, lepiej postawić na naturalność. Nie musisz wszystkich lubić. Ale to, że nie przepadasz za tymi znajomymi twojego faceta, którzy są wobec ciebie nieprzyjaźni, to przecież jeszcze nie powód, żeby im źle życzyć. Niech będą zdrowi! Byle z dala od ciebie. ;)

6. Przytulanie

Wiedziałeś, że regularne przytulanie zwiększa poziom empatii? Ja dowiedziałam się ostatnio. A do tego jest nieocenionym sposobem na dobry nastrój, obniża stres, uspokaja. Po prostu ludziom, którzy dużo się przytulają, łatwiej żyć! Przytul swojego partnera, swoich rodziców, przyjaciółkę, swojego kota. Przytul samego siebie! (Nawet jeśli to ma wyglądać jak w kawale o bacy całującym się po rękach.) Twoje ciało lubi czułości i będzie ci za nie wdzięczne.

Spędzaj dużo czasu na przytulaniu, pozwól sobie na fizyczność, a zobaczysz, że w twoje życie wkradnie się żywe ciepło, którego nie są w stanie zastąpić żadne spektakularne sukcesy zawodowe ani nawet najbardziej przybajerzony nowy gadżet czy ciuch.

7. Jedzenie w absolutnej uważności

Jedną z rzeczy najbardziej zaniedbywanych w naszych czasach jest jedzenie. Coraz więcej ludzi zauważa, że potrafimy godzinami pielęgnować włosy, zdobywać wiedzę, spędzamy pół dnia na kursach samodoskonalenia i w klubach fitness, ale jeżeli chodzi o jedzenie, to w biegu między jedną superważną i rozwojową rzeczą a drugą wrzucamy w siebie jakieś śmieci. I nie wiadomo co gorsze – to że śmieci, czy to że w biegu.

Po pierwsze, jedząc nieświadomie i bezmyślnie, zjesz więcej (przeczytaj tekst Igora! Jest trafiony w dziesiątkę), gorzej strawisz i dupa ci urośnie. Po drugie jeśli nie masz czasu na zaspokojenie potrzeby tak podstawowej jak jedzenie, to co to w ogóle za życie? A na oddychanie aby na pewno masz czas?

Uważne jedzenie posiłków, pełna koncentracja na smakach, zapachach, kolorach, nawet dźwiękach chrupania, to świetny sposób, żeby podnieść sobie jakość życia. I to niewielkim kosztem, no bo… przecież musisz coś zjeść tak czy owak. A przy okazji dobrze przyjrzysz się temu, co masz na talerzu, i pewnie szybko odkryjesz, że im bardziej odżywcze i wartościowe jedzenie, zjedzone w skupieniu, tym daje więcej sił i lepsze samopoczucie przez resztę dnia.

8. Planowanie odpoczynku

Uwielbiamy planować – ja też mam taki notes, w którym wypisuję sobie rzeczy do zrobienia na dany dzień. Problem w tym, że można się zagalopować w tym planowaniu. Spójrz na tę swoją ambitną listę. Czy naprawdę musisz to wszystko zrobić dzisiaj i gonić w piętkę od rana do wieczora? Pamiętam z dzieciństwa takie hasło: “Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz miał dwa dni wolnego.” ;) Wiem, twój bezcenny rozwój się opóźni, cel nie zostanie osiągnięty, znam to.

Nie wiem jak ty, ale ja nie biorę udziału w tym ciągłym wyścigu, na końcu którego jest cmentarz. Niech sobie inni tam biegną, ja idę spacerkiem podziwiając piękną pogodę! W mój codzienny plan dnia wpisuję bez cienia wyrzutów również relaks i nicnierobienie. Odpoczynek i czas na oddech, na to, by przyjrzeć się swojemu życiu i poczuć jego smak, jest dla mnie równie ważny jak cele do osiągnięcia. Jeśli nie ważniejszy, bo cele mogą się zmienić, ale życie mam tylko jedno i lepiej, żebym zdążyła je zauważyć, zanim minie.

Dlatego jeśli nie widzicie nowego tekstu na moim blogu, choć już trzy dni minęły od ostatniego, to pragnę bardzo was przeprosić, wybaczcie, ale ja po prostu musiałam odpocząć.

9. Odłączanie się

Natłok bodźców i nieustanny szum informacyjny to zmora naszych czasów. Część z nas spotyka się z nim głównie poprzez oglądanie telewizji, inni – przez siedzenie przed komputerem. Nie ma większej różnicy, tak długo jak nieustannie docierają do ciebie jakieś dane, głównie bezużyteczne, i ani na chwilę się nie zatrzymują. Twoja głowa musi to wszystko przetwarzać.

Jest na to prosty sposób. Obejrzałeś ulubiony serial? Teraz możesz wyłączyć TV. Niech zapadnie cisza. Tak samo gdy zrobiłeś już wszystko na dziś na kompie. Naprawdę nie musi chodzić cały dzień. Wyłącz też internet w telefonie.

Bądź regularnie offline, a zobaczysz, jaka to wolność. Najpierw wydaje się, że nie ma co robić i że w necie na pewno dzieją się właśnie niesamowite rzeczy. Po pewnym czasie okazuje się, że masz codziennie kilka godzin czasu więcej, wszystko idzie sprawniej i w ogóle jest jakoś tak ciekawiej. I że, o dziwo, nic nie straciłeś.

Media to jeden z największych pożeraczy czasu, którego podobno mamy tak mało. Są użyteczne, ale to jedna z pierwszych rzeczy, które warto porządnie ograniczyć. Zapewniam, różnica jest przeogromna – sprawdziłam na własnej skórze!

10. Czas spędzany w samotności

Bywa, że boimy się samotności, ale warto ją polubić. Samotność pozwala nam lepiej poznać samych siebie! Fajnie napisała o tym Head Divided. A robienie różnych rzeczy w wyłącznie własnym towarzystwie to świetna zabawa. Pomysłów jest cała nieskończoność.

Zabierz siebie do kina albo idź na spacer po latach trasą, którą chodziliście z rodzicami, gdy byłeś mały. Tak, tamtą, którą nie chodziłeś od piętnastu lat. Zabłądź w parku na drugim końcu miasta, buszuj pół dnia w księgarni czy antykwariacie. Albo po prostu posiedź sam w domu. Jesienią uwielbiam siedzieć sama w domu i regularnie znajduję na to czas. Mam pod ręką kopę dobrych książek, świetną muzykę, maseczkę na włosy, a także… kredki, modelinę, papier, nożyczki, kolorowe tasiemki…

Wszystko jest dozwolone, przecież nikt cię nie widzi i nie powie, że takiemu poważnemu dorosłemu człowiekowi taka dziecinna zabawa nie przystoi.

A Wy? Macie podobne zwyczaje?

Jakie nawyki są dla Was najważniejsze dla zachowania równowagi? Czy odnajdujecie w swoim życiu coś ze slow life?

Previous Miesięcznik #9: Witaj, październiku!
Next Jesienna chandra - pokonać czy... pokochać?

21 Comments

  1. Avatar
    October 6, 2015
    Reply

    Cholernie mnie wkurza, że większości tych rzeczy nie mogę zrealizować, bo…nie mam czasu! Rano wstaję maksymalnie późno (czytaj: czasem jest to 5:30), a więc o żadnym celebrowaniu poranku nie ma mowy; wszystko robię w biegu. Po południu nie ma o czym gadać, bo zanim wrócę do domu, mam tyle na głowie, że jedyne o czym marzę to paść na twarz po północy i zasnąć. Dzięki Bogu, że są wolne dni i wtedy wszystko jest inne <3

    • Avatar
      October 7, 2015
      Reply

      A, zapytam przewrotnii, jeślibyś odlozyla rano i wieczorem smarfona na bok, to czas by się nie znalazł?

      • Avatar
        October 7, 2015
        Reply

        Nie mam smartfona, więc raczej nie mam czego odkładać, ale jak go kupię, to dam znać czy odkładanie daje dodatkowe minuty. Wow, nie wiedziałam, że mają takie funkcje! PS. Współczuję doświadczenia – czy to własnego, czy innych – zabawy telefonem o poranku (ja mówiłam o godzinie 5:30) ;-)

  2. Tak! Z tych wszystkich rzeczy o których napisałaś nie praktykuję chyba tylko jedzenia w uważności. Ale wyciszenie, codzienne spacery (pewnie bym ich nie praktykowała z własnej woli tak regularnie, ale Ssak dotleniony być musi), spokojne poranki, małe rytuały – podpisuję się pod tym rękami i nogami :)

  3. Avatar
    October 7, 2015
    Reply

    Brakuje mi celebrowania poranków w dni, w które się nie wysypiam. Jestem wtedy na siebie trochę zła, że jem w biegu, bardzo tego nie lubię. Choć wczoraj chyba znalazłam rozwiązanie – po prostu spakowałam sobie owsiankę i zjadłam w autobusie…;) W moim rodzinnym domu codziennie jedliśmy chociaż jeden posiłek wszyscy razem. Kończyło się to tym, że czasem obiad był o 18, ale jedliśmy go wspólnie. To samo staramy się teraz robić z mężem, ale czasem jest na serio trudno, bo bywa, że się dosłownie mijamy w drodze, gdy on pracę zaczyna, a ja kończę. Najbardziej brakuje mi ostatnio właśnie spacerów. Nawet rozmawialiśmy o tym ostatnio, że musimy do nich wrócić, tym bardziej, że mamy las tuż za oknem! Potwierdzę jeszcze tylko tezę z przytulaniem :) my nawet śpimy w uścisku. Dużo to daje, taka bliskość cielesna przekłada się na psychiczną, gdy czasem jesteśmy zbyt zmęczeni, by długo gadać.:)

  4. Avatar
    October 7, 2015
    Reply

    Jestem slow-liferką od urodzenia chyba :D obecnie staram się o tym pamiętać, choć czasu mam niewiele.

  5. Avatar
    October 7, 2015
    Reply

    Ja też lubię sobie potańczyć, jak jestem zbyt zagoniona albo smutna i muszę się szybko oderwać od złych myśli :)
    Co do spaceru to wczoraj odkryłam, że do mojej uczelni mogę dojść pieszo z przystanku, zamiast jechać dwoma busami i chyba będę to praktykować ;)
    No i muszę spróbować przytulić sama siebie!
    PS. Dziękuję za polecenie mojego tekstu! Bardzo mi miło!

  6. Avatar
    Michalina
    October 7, 2015
    Reply

    wszystkie rady są ok, ale u mnie naprawdę trudne do zrealizowania..wstaję 5;30, szykuję się (jedynie spokojny makijaż przy toaletce to mój rytuał) z pracy wychodze o 15, 3 razy w tyg zaraz po pracy siłownia a potem na 17 do kolejnej pracy..i tak do 21-22, po powrocie padam na pyszczek :/

  7. Avatar
    October 7, 2015
    Reply

    Zainteresowałaś mnie tym, iż faktycznie ludzie przestali dostrzegać zbawienny wpływ na nasze zdrowie świeżego powietrza i spacerów. To takie proste… ;)

  8. Avatar
    October 7, 2015
    Reply

    Planowanie odpoczynku to super przyjemność, dopiero wtedy można w spokoju odpocząć i w pełni się zrelaksować :)

  9. Avatar
    October 8, 2015
    Reply

    Uwielbiam poranki! A kilka lat temu przeczytałam gdzieś poradę, aby dawać sobie rano dodatkowy kwadrans, by po prostu usiąść i zebrać myśli. Praktykuję to do dzisiaj – wolę wcześniej wstać, ale wszystko zrobić na spokojnie i jeszcze móc “złapać oddech” przed wyjściem i realizacją planów.

    Dlatego takie wpisy są bardzo przydatne. Nigdy nie wiadomo, co komu utkwi w głowie i przez jaki czas będzie z tego korzystać. :)

  10. Avatar
    October 8, 2015
    Reply

    Podpisuję się pod wszystkim, a najbardziej pod tymi porankami. Zauważyłam, że kiedy wstaję niedospana, wyrwana ze snu budzikiem i od razu zaczynam się śpieszyć, to później cały dzień mam inny, bardziej szary i zabiegany właśnie. Dlatego cieszę się bardzo, że udało mi się tak ułożyć plan na uczelni, żeby zaczynać zajęcia najwcześniej o 10. I od razu jest inaczej!

  11. Avatar
    October 8, 2015
    Reply

    Już od kilku miesięcy mam wieczorny rytuał aby zebrać, a w zasadzie zostawić myśli związane z całym dniem. Kiedy muzyka jest jeszcze normalna, o tyle wszędzie gdzie czytam już ten tablet z grą nie. Podobno się człowiek rozbudza przez to światło, na mnie jednak na szczęście to tak nie działa. Ostatnie dni też “celebruję” śniadanie. Dobra, nie jest to mój pomysł, a aktualizacja pomieszała kanały na dekoderze i jakoś mi nie śpieszno nauczyć się ich na nowo.

  12. Avatar
    October 8, 2015
    Reply

    Ja też uwielbiam spacery. To mój codzienny rytuał i moment kiedy łapię dystans do świata oraz praktykuję wdzięczność :)

  13. Avatar
    October 9, 2015
    Reply

    Największy problem zazwyczaj mam z poranki. Ciężko mi wstać wcześniej, a żeby pozwolić sobie na celebrację musiałam to robić z 1,5 godziny wcześniej. A tak, to szybko ubieranie siebie, szykowanie ubranek dla córki, spakowanie torby, pogonienie męża :p I tylko bieg i pęd.

  14. Avatar
    October 9, 2015
    Reply

    Wiesz, tak trochę do pionu postawił mnie Twój wpis, bo ostatnio strasznie się z różnymi rzeczami zagalopowałam, zapominając o sobie i odpoczynku. Zdecydowanie też za dżo czasu spędzam online.

  15. Avatar
    October 18, 2015
    Reply

    Jak ja chciałabym celebrować poranki… ale jestem sową i śpiochem. To trudne stać się skowronkiem ;) Aczkolwiek gdybym miała dłuuuugi poranek i dużo czasu rano, celebrowałabym poranki z przyjemnością. A tak… spokojne śniadanie (bo jeść to ja jednak wolę we w miarę normalnym tempie) i reszta w wieeelkim biegu.

  16. Avatar
    Natalia
    October 19, 2015
    Reply

    Pracuję nad 7.

  17. Avatar
    October 19, 2015
    Reply

    “Bądź regularnie offline, a zobaczysz, jaka to wolność.” O tak, zgadzam się.

  18. Avatar
    October 21, 2015
    Reply

    Właściwie wszystkie z tych rad powinno się wprowadzić w życie na CITO, ale nie jest to takie proste. Jako mama, żona i blogerka walczę o własną czas, przestrzeń i chwilę samotności. Mąż tara się, ale gdy mam czas dla siebie, zazwyczaj wolę go poświecić na coś z zaległego do zrobienia… Uczę się odpoczywać. Będąc w ciąży troszkę się w tym podciągnęłam, ale daleko mi do ideału :)

  19. Avatar
    October 27, 2015
    Reply

    Świetne! Bardzo lubię punkt ostatni, oczywiście z umiarem. Problem mam tylko z jedzeniem, bo zazwyczaj jedząc robię coś (czytam, siedzę na komputerze…. – kiedy jem sama oczywiście). Bardzo ważne są dla mnie poranki i chwile dla siebie – nastrajają dobrze na cały dzień! :)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *